
Panthers vs Kings
Mamy to! Pierwsze zwycięstwo w sezonie po dramatycznej końcówce.
Po porażce Królów w pierwszej kolejce rozgrywek, w dramatycznych
okolicznościach, po dogrywce w meczu z Rebels, w którym obie drużyny zadawały
sobie cios za ciosem, Kings czekała w ten weekend kolejna ciężka przeprawa.
W sobotę ekipa z Krakowa zawitała we Wrocławiu, gdzie mierzyła się z Panthers,
marką eksportową polskiego futbolu której nie trzeba żadnemu kibicowi
przedstawiać. Od tego sezonu Pantery wracają na ligowe boiska, w składzie
wywodzącym się głównie z drużyn juniorskich oraz z weteranów którzy stanowią
zaplecze składu European Leugue of Football.
Wiedzieliśmy że spotkanie to będzie bardzo ciężkie i od razu zapowiadało się jako
hit kolejki. W zeszłym tygodniu wrocławianie u siebie ograli Falcons Tychy 20:14.
Mecz rozpoczął się po myśli królewskiej ekipy. Od pierwszego gwizdka widać było
pewność siebie rozgrywającego Barriosa, który w dniu dzisiejszym podawał bardzo
celnie a do tego, kiedy sytuacja tego wymagała, stanowił duże zagrożenie biegowe.
Pierwsza daleka próba podania w I kwarcie zakończyła się upuszczoną piłką przez
Szymona Lorenca, ale już w następnej akcji tablicę wyników otworzył Krzysztof Karp
(nr 83, WR), który złapał daleką piłkę zagraną z ok. 40. jarda na pierwsze
przyłożenie. Niestety próba podwyższenia za 1 punkt zakończyła się
niepowodzeniem, gdyż kop kickera Marcina Masłonia został zablokowany przez
Panthers. 6:0 prowadzą Kings.
W I kwarcie wrocławianie zdołali zrewanżować się dalekim podaniem na 17. jard do
Tomasza Brudzińskiego (nr 24, WR), który chwilę potem złapał TD pass zagrany od
swojego rozgrywającego Joshuy Cartwright’a. Całe popołudnie Brudziński stanowił
niesamowite zagrożenie powietrzne dla formacji secondary Królów, gdyż rozgrywał
koncertowe spotkanie. Był zdecydowanie najjaśniejszą postacią wrocławskiego
zespołu.
Jeszcze przed końcem I kwarty daleką piłkę dla Kings złapał Tomasz Skowroński (nr
14, TE), które pozwoliło po zmianie stron usadowić się formacji ataku na 17. jardzie
przeciwnika. Cały drive zamknął krótkim biegiem biegacz Bartosz Woch (nr 8, RB)
oraz zakończył się nieudaną próbą podwyższenia za 2 punkty. Krótkie podanie slant
route w stronę Krzysztofa Karpia (WR), zostało zbite przez Wiktora Ziębę z
Wrocławia. 12:7 dla Krakowa.
Po złapaniu dalekiej zagrywki Cartwright’a w stronę odbierającego Kacpra
Chorążewskiego, Pantery przybliżają się znacząco w stronę end zone królewskich.
W 3. próbie QB Cartwright upuszcza snap, ale wspomniany wyżej Chorążewski
ucieka w polu punktowym obrońcom i znajduje wolne pole, a rozgrywający rzutem
rozpaczy odnajduje go zmieniając tym samym wynik spotkania na 13:12 dla
gospodarzy. Próba podwyższenia za 1 punkt nie powiodła się.
Po drugiej stronie Kings zdobywają natępny touchdown biegiem RB Jana Szweja (nr
6) oraz podwyższając za 2 punkty chwytem Tomasza Skowrońskiego (nr 14, TE).
Pantery nie pozostały długo dłużne i konwertują 4. próbę na 15. Jardzie Kings. QB
Cartwright biegnie rollout i odnajduje w end zone po raz kolejny Kacpra
Chorążewskiego (WR). Mamy remis – 20:20.
Po stronie krakowian warto również pochwalić dziś biegacza Bartosza Wocha, który
siał nieustanne zagrożenie w szeregach obrony Panthers, niepotrafiącej zatrzymać
jego akcji biegowych.
Następny TD był dziełem po raz kolejny Wocha, wbiegającego w pole punktowe
dając Królom prowadzenie 27:20.
Kolejne akcje wrocławian to nieustanne zagrożenie ze strony wide receivera
Tomasza Brudzińskiego, który naprawdę wyglądał dziś na boisku jak potwór, łapał
wszystko bez wyjątku.
Jednak drive Panter przed przerwą zakończył się niepowodzeniem, gdyż
małopolanie zatrzymali w czterech próbach na swoim własnym 10. jardzie
wrocławian, po czym przyklęknęli aby zejść do szatni.
W III kwarcie mieliśmy do czynienia z pierwszą stratą w spotkaniu. Najpierw QB
Kings Louie Barrios upuścił fumble przy próbie oddania piłki do Wocha (RB), a
potem po raz kolejny wrocławianom nie udało się konwertować 4. próby, gdyż
defensywny front Królów zatrzymał QB sneak Cartwrighta.
IV kwarta zaczęła się od kolejnych dobrych i celnych podań rozgrywającego z
Wrocławia do Kacpra Chorążewskiego, który to łapie kolejny TD pass, po raz kolejny
doprowadzając do wyrównaniu wyniku w spotkaniu 27:27. Czyżby znowu pachniało
nam dziś dogrywką?
W kolejnym drive’ie krakowianie przesuwają piłkę metodycznie i wykańczają
przeciwników kolejnym biegowym przyłożeniem Bartosza Wocha (RB). 34:24
prowadzą Kings.
Bardzo szybko jednak Pantery odpowiadają kolejnym pięknym podaniem
Cartwrighta do Tomasza Brudzińskiego (WR), po którym jednak nie udaje się
podwyższyć za 1 punkt, gdyż Kings blokują próbę PAT (point after try). Jak się
później okazało, to był jeden z kluczowych i decydujących momentów tego
spotkania.
Trener gospodarzy Jakub Samel niespodziewanie po tym przyłożeniu decyduje się
na zagranie onside kick, które udaje się im złapać! Panthers decydują się na
spalanie zegara i maksymalnie możliwym zmniejszeniu dystansu do pola
punktowego Kings, gdyż wiedzą że wystarczy im tylko celny kop, aby dopisać do
swojego rekordu drugie już zwycięstwo w tym sezonie.
Będąc dosyć blisko end zone Królów, w 3. próbie i 10 jardów do przejścia, QB
Cartwright zostaje obalony. To zagranie cofa wrocławian o 2 jardy ale… nie potrafią
zdążyć z rozegraniem snapa na czas. Kara 5 jardów za opóźnianie gry! Tym
sposobem dochodzimy do kolminacji meczu. 4. próba i 17 jardów , ok. 48 jardów
odległości do celnego kopnięcia i zwycięstwa gospodarzy. Jednak tak duży dystans
skłania trenera Panthers do oddania tej ostatniej próby jednak w ręce
rozgrywającego i… zostaje zsackowany po raz kolejny! Koniec! Mamy to! W ramach
formalności Louie Barrios robi “kolanko” i możemy świętować w pełni zasłużone
pierwsze zwycięstwo w sezonie, po raz kolejny po meczu w którym walka była cios
za cios, a dramaturgia zaprowadziła nas do decydujących zagrywek w ostatnich
sekundach spotkania.
Po świetnej grze i bardzo dobrym spotkaniu w ataku możemy być pełni optymizmu.
Teraz przed Królami 2 tygodnie odpoczynku, następne spotkanie to kolejny hit
Polskiej Futbol Ligi, w którym u siebie zagramy z obrońcami tytułu Warsaw Eagles.